Start  /  Serie wydawnicze  /  Wojsko Księstwa Warszawskiego  /  Ułani, pospolite ruszenie, żandarmeria konna

Ryszard Morawski, Adam Paczuski:

Wojsko Księstwa Warszawskiego. Ułani, gwardie honorowe, pospolite ruszenie, żandarmeria konna. Tom I-II.

Warszawa: KARABELA 2009

ISBN: 978-83-61229-03-2

format cm 34 x 24, oprawa twarda + jedno etui dla obu tomów, egz. zafoliowany

tom 1 – s. 296, 105 tablic kolorowych
tom 2 – s. 296, 84 tablic kolorowych 

podpisy pod ilustracjami i streszczenia w j. francuskim, angielskim i niemieckim

 

ZAMÓW

Kolejny album serii Wojsko Księstwa Warszawskiego dotyczy ułanów. Jest to pierwsze tak obszerne opracowanie historii wszystkich pułków ułańskich Księstwa Warszawskiego. Malarz Ryszard Morawski jest autorem kolorowych plansz, zaś tekst napisał Adam Paczuski, muzealnik, znawca ikonografii epoki napoleońskiej.

Ogrom materiału spowodował, że praca została wydana w dwóch tomach. Część ilustracyjna w tomie I składa się ze 105 kolorowych tablic, a w tomie II - z 84. Ryszard Morawski wzbogaca naszą wiedzę na temat munduru ułańskiego opierając się m.in. na mało dotąd znanych źródłach. Oprócz postaci na koniach i pieszych malarz pokazuje w szczegółach rodzaje umundurowania, uzbrojenia i wyposażenia tej lekkiej jazdy. Każda z plansz posiada opis po polsku, francusku, angielsku i niemiecku.

Autor tekstu na początku przypomina nam, skąd wywodzą się ułani, omawiając jazdę tatarską na służbie Rzeczypospolitej, oddziały przedniej straży i kawalerii narodowej oraz formacje jazdy legionowej. Ponadto zajmuje się pospolitym ruszeniem z lat 1806 i 1809, gwardią honorową i żandarmerią konną. Główna część tekstu dotyczy historii osiemnastu pułków ułańskich (polskich i litewskich) Księstwa Warszawskiego i ich udziału w kampaniach napoleońskich w latach 1806-1814. Autor w osobnym rozdziale dużo miejsca poświęca umundurowaniu, uzbrojeniu i wyposażeniu tej lekkiej jazdy. Nie zapomina przy tym o nieodłącznym towarzyszu ułana, jakim był koń.

Końcowa część tomu II-go zawiera bogatą bibliografię, indeks nazwisk i obszerne streszczenia w j. francuskim, angielskim i niemieckim.

Oprawa graficzna w postaci 83 pięknych inicjałów i przerywników nawiązujących do treści poszczególnych rozdziałów i specjalnie zaprojektowana wyklejka są autorstwa Andrzeja Rekść-Raubo.

FRAGMENT tekstu z rozdziału: Walka z admirałem

"Cofając się spod Borysowa Dąbrowski zebrał w Łosznicy 22 listopada resztki swej dywizji (około 300 piechoty i 400 lub 500 kawalerii). W stosunkowo najlepszym stanie była jazda, która w większości nie brała udziału w walce. Oudinot, który dokonał przeglądu XVII dywizji "znalazł kawalerię naszą w najlepszym stanie ze wszystkiej, która pozostała z Wielkiej Armii" (Sczaniecki). Marszałek postanowił odbić Borysów i odzyskać most. Następnego dnia w dowodzonej przez gen. Castexa awangardzie sił polsko-fracuskich znalazła się jazda Dąbrowskiego, której dowodzenie przejął po Dziewanowskim szef szwadronu Michał Kossecki. Jednocześnie w ślad za Dąbrowskim podążyła straż przednia Czyczagowa. Obie awangardy zetknęły się koło Łosznicy, w momencie gdy czołówka rosyjska wychodziła z lasu na polanę. Ostrzelane najpierw przez artylerię, a potem zaatakowane przez francuską i polską piechotę i kawalerię oddziały rosyjskie próbowały ponownie skryć się w lesie. Wtedy wzdłuż traktu rozwinął się atak ułanów z 2. puł i 7. puł (430 konnych), którzy nacierali wraz z francuskimi szaserami i kirasjerami, a przede wszystkim kolegami z 8 pułku lansjerów Łubieńskiego (i być może także z 18. puł). Ich szarża zmiotła najpierw dwa bataliony jegrów, a następnie polscy ułani skrzyżowali lance z kawalerzystami (prawdopodobnie rodakami) z jednego z rosyjskich pułków ułanów (z pułków tatarskiego, wołyńskiego lub czugujewskiego). Ci jednak nie dotrzymali pola walczącym strzemię w strzemię weteranom z Hiszpanii i Galicji, którzy nie zważając na straty rozbijali, stawiające jeszcze opór, oddziały konnicy lub piechoty. "Nasza kawaleria ucierpiała wiele od ognia kartaczowego i plutonowego. Nie dała się jednak wstrzymać żadną siłą" pisze Sczaniecki, a Prądzyński dodaje: "Dzielne ułany wsparte postępującym za nimi wojskiem francuskim, rzucają się na nieprzyjaciela; cała przestrzeń od Borysowa staje się dla nich polem walki i sławy". Ułani Kosseckiego uniesieni świeżym tryumfem rozproszyli jeszcze na przedpolu Borysowa szwadrony dragonów arzamaskich i huzarów aleksandryjskich. A w samym Borysowie, gdzie żołnierze rosyjscy właśnie gotowali się do obiadu, wybuchła panika wzniecona przez uciekających przez most dragonów i huzarów. Rosjanie wśród nieopisanego chaosu przeprawiali się na drugą stronę rzeki. W ostatniej chwili zdołał uciec sam admirał ze sztabem. Jego ludzie zdążyli jednak podpalić most w momencie, gdy wdzierali się na niego spieszeni francuscy strzelcy konni. Niemniej wspaniała szarża pod Łosznicą udowodniła, że kawaleria napoleońska, a szczególnie polscy ułani, którzy wzięli odwet za porażki pod Kojdanowem i Borysowem, potrafią nadal być groźni. Sami tylko ułani Kosseckiego wzięli tego dnia na swym "polu walki i sławy" 1 000 jeńców, a pozostałe oddziały kawalerii drugie tyle. Stanowiąca awangardę dywizja Pahlena była rozbita, a on sam został ranny od polskiej lancy. W ręce Dąbrowskiego i Oudinota dostały się olbrzymie tabory armii naddunajskiej Czyczagowa. Oba pułki ułańskie straciły w tych walkach czterech oficerów zabitych oraz mniej niż 160 zabitych i rannych żołnierzy."