Start  /  Aktualności  /  Warto wiedzieć

LIPIEC

XW

Traktat z 7 lipca 1807 podpisany w Tylży pomiędzy Francją a Rosją oznaczał uznanie przez Rosję istnienie Księstwa Warszawskiego.

          Gdy po rozbiciu wojsk pruskich w bitwie pod Jeną i Auerstaedt 14 października 1806 r. armia francuska zbliżyła się do ziem polskich, w niektórych rejonach wybuchły lokalne powstania. Tworząc samorzutnie oddziały zbrojne, Polacy sami wypędzili Prusaków m.in. z Kalisza, Konina czy Łęczycy. Wkraczającego do Poznania Napoleona witała złożona z patriotycznej młodzieży szlacheckiej konna gwardia honorowa. Organizację wojska polskiego Napoleon powierzył cieszącemu się dużym autorytetem wśród rodaków gen. Dąbrowskiemu. Formowanie regularnych pułków kawalerii wymagało jednak środków materialnych i finansowych, a przede wszystkim czasu. Tymczasem zastąpić je miało pospolite ruszenie szlachty. Była to stosowana w Polsce jeszcze od czasów średniowiecza forma tymczasowej mobilizacji kawalerii. Każdy szlachcic posiadający majątek ziemski miał obowiązek stawić się osobiście z bronią i koniem oraz z pachołkiem (pocztowym). Jeżeli z jakichś powodów nie mógł wyruszyć do walki, mógł w zamian zapłacić określoną sumę lub wyposażyć i opłacić zastępcę. Każde województwo wystawiało własny oddział (chorągiew) pospolitego ruszenia, ubrany w miarę możliwości w mundury nawiązujące kolorami do barw danego województwa.

            Uchwała rządu tymczasowego, zwanego Komisją Rządzącą z 18 stycznia 1807 r. tworzyła przy każdej z trzech legii generałów Poniatowskiego, Zajączka i Dąbrowskiego dowodzony przez podpułkownika batalion złożony "z trzech kompanii artylerii, tej samej organizacji co i piechota, z jednej kompanii saperów, tego samego składu co artyleria, i jednej kompanii taborowej". Taką organizację utrzymano aż do początku 1810 r. Jedyną zmianą było wydzielenie taborów do utworzonego tuż przed wojną 1809 r. (a po wojnie zlikwidowanego) batalionu pociągów. Naprawą sprzętu i broni zajmowała się kompania rzemieślnicza. W wojnie 1807 r. udział wziął tylko batalion 3. legii Dąbrowskiego, który walczył pod Tczewem, oblegał Gdańsk, a następnie zdążył do Prus Wschodnich na zwycięstwo pod Frydlandem.

            Utworzone przez Napoleona na mocy pokoju w Tylży Księstwo Warszawskie otrzymało konstytucję znoszącą poddaństwo i instytucje wzorowane na francuskich (ale z obieralnym Sejmem). Władcą – księciem warszawskim został król Saksonii Fryderyk August, na codzień panujący z Drezna. Funkcję ministra wojny objął książę Poniatowski. Armia liczącego ok. 2,5 miliona państewka miała liczyć 30 000 ludzi, a uzupełniana była systemem poboru mężczyzn w wieku od 20 do 28 lat, który musiał dostarczyć też ludzi do wojsk na francuskim żołdzie. Na mocy konwencji podpisanej z Napoleonem w Bajonnie, latem 1808 r. marszałek Davout wybrał z każdej polskiej dywizji po pułku piechoty (pułki 4., 7. i 9.), które po przejściu na żołd Francji miały ruszyć do Hiszpanii. Ten sam los czekał kompanię artylerii i kompanię saperów. Napoleon deklarował, że zwróci tych 7 200 ludzi królowi saskiemu "gdy sprawy się uspokoją". A, że nie uspokoiły się nigdy, Dywizja Wielkiego Księstwa Warszawskiego zobaczyła kraj dopiero latem 1812 r. i to w marszu na kolejną wojnę.

CZERWIEC

  • Czerwiec 1812 - początek drugiej wojny polskiej

Adam Mickiewicz: "Pan Tadeusz" Księga VI Zaścianek

"...Ważne rzeczy, mój bracie! Wojna tuż nad nami!

Wojna o Polskę! bracie! Będziem Polakami!

Wojna niechybna! Kiedy z poselstwem tajemnem

Tu biegłem, wojsk forpoczty już stały nad Niemnem;

Napoleon już zbiera armiję ogromną,

Jakiej człowiek nie widział i dzieje nie pomną;

Obok Francuzów ciągnie polskie wojsko całe,

Nasz Józef, nasz Dąbrowski, nasze orły białe!

Już są w drodze, na pierwszy znak Napoleona

Przejdą Niemen i - bracie! Ojczyzna wskrzeszona..."

 

 

  • 18 czerwca 1815 - Bitwa pod Waterloo 

 

Fragment rozdziału: Koniec świata szwoleżerów "Wojsko Polskie w służbie Napoleona. Gwardia: szwoleżerowie, Tatarzy, eklererzy, grenadierzy"

  „O Waterloo, ponura równino!” – pisał w słynnym wierszu Wiktor Hugo, który najlepiej bodaj z ludzi pióra oddał dramatyzm ostatniego aktu wojen napoleońskich. Na tej ponurej równinie (morne plaine) kończyła się również historia polskiego pułku szwoleżerów, a właściwie jego pogrobowców – najwierniejszych z najwierniejszych.

Do pierwszego boju polskiego szwadronu doszło 15 czerwca koło Quatre-Bras, na które Ney usiłował bez powodzenia zepchnąć Anglików, by następnie zgnieść flankę Prusaków. Dzień później Polacy nie wzięli udziału w walkach 84 pod Ligny, gdzie Colbert odniósł ranę na oczach szwadronu służbowego.

 Przyszedł wreszcie 18 czerwca, dzień Waterloo. Z pisanego 20 lat później listu oficera pułku Antoine’a Fortuné de Bracka wiemy, że cztery pułki konnej gwardii (byli jeszcze grenadierzy i dragoni), „tworzące dywizję pozostającą pod rozkazami marszałka Neya, stały razem przez cały dzień z wodzami w dłoni niedaleko drogi z Nivelle i nie ruszyły się aż do ataku brygady angielskiej Ponsonby’ego, ataku zrazu zaskakującego i dynamicznego, a potem tak zdecydowanie odpartego”.

 Rzeczywiście, po rozbiciu przez kirasjerów i lansjerów liniowych zbyt daleko zapędzonej ciężkiej jazdy angielskiej stojące w jednej linii pułki gwardii (lansjerzy na prawym skrzydle) wysunęły się nieco do przodu. I wówczas (ok. godziny 15.30), wedle de Bracka, nastąpił „jeden z tych niewiarygodnych przypadków (nadmierną aż autentyczność tego właśnie, potwierdzam), jeden z tych kaprysów wojny, które wywracają miary racjonalnej kalkulacji i ostrożności, a które wypełniają dość gęsto rozdział naszej krwawej historii; kaprysy te mogą doprowadzić do zwycięstwa, jeśli przenikliwość geniusza uchwyci je w początkowej fazie i zaakceptuje, udzielając wsparcia”. De Brack chciał tymi słowy uzasadnić rzecz do uzasadnienia trudną: na skutek wadliwego odczytania gestów zebranych przed pułkami oficerów czekająca w napięciu elita jazdy francuskiej... ruszyła do ataku bez rozkazu! Jej śladem poszli kirasjerzy. Marszałek Ney, którego oskarżano później o ową feralną decyzję, mógł już tylko wesprzeć jazdę sunącą na formujące się pospiesznie angielskie i szkockie. Rozpoczęło się długie bicie głową w mur „czerwonych kurtek” (Red Jackets), które nie przyniesie Francuzom powodzenia. Jak wspominał de Brack, „mówi się, że na lewo od nas dragoni i grenadierzy wdarli się w kilka czworoboków; nie widziałem tego, mogę jednak zaświadczyć, że my, lansjerzy nie mieliśmy podobnego szczęścia i że nasze lance krzyżowały się bezskutecznie z angielskimi bagnetami. Aby otworzyć czworoboki wielu naszych jeźdźców rzucało w pierwsze ich szeregi lancami jak  dzirytami”. Mimo pięciokrotnych ataków Brytyjczycy wytrwali (ciężka jazda też nie złamała czworoboków), a brak wsparcia własnej artylerii czy piechoty zmusił atakowanych przez jazdę i rażonych szrapnelami Francuzów do odwrotu. Pościgowy ruch angielskiej kawalerii zatrzymali lansjerzy gwardii, których długa broń skutecznie straszyła przeciwnika; wszak dopiero po Waterloo powstaną na Wyspach pierwsze uzbrojone w nią pułki.

W czasie odwrotu szwoleżerowie doświadczyli jeszcze sporu generałów (Colbert był ranny, egzaltowany Lefebvre nawoływał do samobójczego ataku, a rozsądny szaser François Lallemand chciał dotrzeć do twierdzy Maubeuge) oraz widoku oszołomionego klęską Napoleona. Po zanotowanym przez de Bracka krótkim i niezbornym dialogu z dowódcami „z ust jego padło kilka zdań, których nie usłyszałem, a na odgłos wystrzału oddanego gdzieś w tyle drogi, jeden z towarzyszących mu generałów pociągnął go za sobą i [cesarz] znikł z nam z oczu. Nasz ból sięgnął szczytu!”.

W następnych dniach Colbert szybko odtwarzał pułk w Beaumont, tak że 23 czerwca bojowe szwadrony liczyły już 30 oficerów i 525 lansjerów. Jednak dwa dni wcześniej przyszła wieść o abdykacji Napoleona...   

c